Być matką w teorii i praktyce

21 marca 2015

O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna…

Oj marzy. Marzy o pięknych strojach, o wspaniałych ludziach, których spotka na swojej drodze, o przygodach, o fajnych studiach zwieńczonych fajną pracą. Marzy o swoim biznesie lub show biznesie.

Aż pewnego dnia (zupełnie nieoczekiwanie) zjawia się w jej życiu maleńki człowieczek. I co? I show must go on!

Przerażona tuli w ramionach maleńkie stworzenie, maleńką laleczkę (dobrze, że ta laleczka nie wie jak bardzo jest przerażona)

Dziewczyna myśli – dam radę.

Jestem przecież mamą. A mamy zawsze, ale to zawsze dają radę. Choć czasami dopada ją smutek, czasami bezradność rzuca na kolana, choć czasem płacze razem ze swoim maleństwem, to jednak wyciera cieknącego nochalka, uśmiecha się przez łzy i drżącym głosikiem śpiewa kołysankę swojemu maleństwu.

A maleństwo rośnie, zmienia się. A dziewczyna? Ona już nie rośnie, ale też się zmienia. Już wie, że niektóre napady płaczu nie są oznaką choroby. Wie jak zapanować nad tupiącą nóżką. Wie w którym momencie odwrócić wzrok, by nie ulec wzrokowi tych cudnie smutnych, wielkich oczu i słodkiej minki. Już wie jak być łagodną i stanowczą jednocześnie.

Czasami, gdy patrzy w lustro widzi twarz swoją i obcą jednocześnie. Kurczę, mam w głowie tyle pomysłów, tyle marzeń, tyle życzeń. I jakby nie liczyła, ile by nie przytaczała argumentów za i przeciw, to zawsze wychodzi jej na jedno. Później. Później pomarzę, później pójdę na szaloną imprezę (mam tylko nadzieję, że nie będzie to wieczorek w domu seniora), później pójdę na dodatkowy kurs, później bardziej zadbam o garderobę (i wierzę, że nie będzie to w chwili, gdy moja córka powie mi – ,,mamo to ci już nie pasuje”)

I jeszcze ten ciężar. Ciężar obowiązku. Tak – obowiązku wychowania i ukształtowania tego małego człowieczka.

Dziewczyna myśli – kurcze, jak to zrobić? Nie jestem przecież ideałem. Też popełniłam, popełniam i będę pewnie błędy popełniać. Jak nauczyć moje dziecko, by niektórych z nich unikało? Jak nawiązać relację, by nie powiedziało mi – mamo, mam prawo do błędów, mam prawo uczyć się na własnych błędach. A ja tak bardzo chcę jej powiedzieć, że lepiej uczyć się na cudzych błędach – to mniej boli.

Ale, nie zawrócę kijem Wisły.

Patrzę na moją córeczkę – śliczna dziewczyna. Mądra i zwariowana, odpowiedzialna  i roztrzepana, balsam na serce i jad na duszę czasami. Czasami spieramy się, czasami kłócimy. Pozwalamy by emocje opadły. Pozwalamy sobie na tęsknotę.

Same przecież wiecie jak to jest. Możemy ułożyć sobie w głowie perfekcyjny plan. Możemy nawet spisać go na kartce. I…

po co? Bez sensu. Życie niesie tyle niespodzianek. Dobrych i złych, radosnych i smutnych. Łapmy je. Z jednych czerpmy siłę z innych naukę. Bądźmy sobą. I choć być mamą – to brzmi dumnie, pamiętajmy też o sobie. Jesteśmy mamami, ale jesteśmy też kobietami. Nie dajmy zamknąć się w jakimś stereotypie, że mama to też darmowa kucharka, pokojówka i ogrodnik jednocześnie.

Bo dla dobra dziecka mama musi być szczęśliwa. Wtedy jest w stanie dać mu nasze miłości góry obfitości.

 Dostałam od mojej córki na dzień matki osłonkę na świeczkę. Małe cacko z napisem:

Gdyby marzenia rosły w ogrodach

a mamy były kwiatami

ty Mamo byłabyś kwiatem

z ogrodu moich marzeń.

I… poryczałam się.

You Might Also Like

  • Facebook