Czas na odstawienie – smoczek, pielucha

31 sierpnia 2016

 

Czas na odstawienie – smoczek, pielucha.

Tak to już w naszym życiu jest, że ciągle musimy czegoś się uczyć.

Ciągle musimy dokonywać wyborów. Ciągle musimy z czegoś rezygnować. Dla dobra własnego. Dla dobra ogółu. Bo tak trzeba. Tak wypada. Ciężko żyć z taką świadomością. Ale z drugiej strony – człowiek to taka sprytna istota, która rezygnując z jednej rzeczy, zdobywa następną. A często wyrzekając się czegoś, co do tej pory było codziennością – odkrywa zupełnie nowe horyzonty.

W każdej sprawie jest  jakieś ,,ale”, jakieś drugie dno, to już od małego dziecka węszymy spisek i podstęp.

Zacznijmy od początku. A jaki jest początek? No – cycek, smoczuś, pieluszka.

Pierwsze to wiadomo, głodomora nakarmić trzeba, a nawet należy. Leży sobie mały człowieczek przy cycusiu. Cieplutkie mleczusio pociąga sobie. Luz, bluz. No, ale ile tak można leżeć? W końcu cierpliwość nawet najspokojniejszej matki kończy się. Odkłada więc najedzonego do granic rozpuku brzdąca do łóżeczka i cichutko wychodzi z pokoju.

Nim zamknie drzwi dziecię już wrzeszczy na całe gardło. Przecież nie głodne. Przecież nie spragnione. Przecież wygłaskane i wycałowane. To czego jeszcze chce?

Wtedy zdesperowana mama ulega (mimo, że obiecała sobie, że nie ulegnie). Wyciąga z szuflady kupiony tak na wszelki wypadek, tylko dlatego, że by ładny, tylko dlatego, że dodany w gratisie – smoczuś!

Fuj. Gumowy guzik przyczepiony do kolorowego kółeczka. Wyparza dokładnie. Ogląda. Fuj! I… zatyka gębusię wrzeszczącego bąbla. I co? Spokój.

Maluch ciumcia, mluska, glumie. Nazwijcie to sobie jak chcecie – ale jest spokój. Chyba, że smoczuś wypadnie z gębusi.

Mijają dni, tygodnie, miesiące. Mija rok, dwa – a nasz rosnący berbeć targa ze sobą wszędzie swojego przyjaciela – smoczusia.

Z czasem zaczyna nas to wkurzać. Z czasem zaczynamy się wstydzić. No i martwić. Bo ludzie patrzą i mówią – taki duży chłopczyk, a ze smoczkiem. fu.

Bo lekarze trąbią o złym zgryzie. O złej dykcji, o próchnicy, o pleśniawkach. I co? I robimy wszystko żeby naszą pociechę wyleczyć ze smoczka. Często robimy to zbyt nerwowo, zbyt pośpiesznie i w sposób zupełnie na opór, na stanowcze rozwrzeszczane – NIE.

 

Moja gębusia, mój smoczuś, mój uspokajacz. Sam go sobie zapodałem? No nie. To po co mi go mamo dawałaś? Poczekaj sam dojrzeję do tego, że głupio wyglądam z tym czopkiem w buzi i wypasioną furą na pilota. Daj mi czas.

 

Kolejny atrybut każdego dziecka to –  pieluszka.

Jakie są teraz fajne. Pochłaniają wilgoć. Nawilżają, nasączają, pielęgnują pupcię naszego maleństwa. Pochłaniają brzydkie zapachy. Gów…no prawda. I tak śmierdzi. Ale za to prać nie trzeba. Nie trzeba suszyć, prasować, składać. Wyciągamy pieluszkę z opakowania i szast, prast – pozamiatane. to znaczy zabezpieczone nasze maleństwo przed wypadkiem natury naturalnej.

Wygodnie, spokojnie przesypiamy prawie całą noc. Nie trzeba wstawać, sadzać na śpiocha małego człowieka na nocniku. Spać tylko i już.

I tak jakoś leci. Dziecko rośnie, i rozmiar pieluszek wraz z nim. Cena też rośnie. Dziura budżetowa w naszym portfelu się powiększa. Ale co tam. Święty spokój jest największą wartością w życiu każdej matki.

Az przychodzi moment, gdy spostrzegamy, że nasz synek głupio wygląda w fajowych spodniach, zniekształconych przez pieluszkę. Wtedy zaczyna się faza nocnikomanii. W naszym domu zaczynają się pojawiać coraz to nowsze modele nocników.

Tu mamy pole do popisów. Tradycyjne, grające, w formie tronu, auta, żabki, żółwika i … sami wiecie ile jest tych wzorów. Przewaliło się tego trochę przez nasz dom, to wiem. I co? Wylądowały w śmietniku. Pożegnanie z pieluszką następowało u nas długo, nie powiem, ale w końcu nastąpiło.

U starszej córki, – bo nie będzie jak mały braciszek chodzić z pieluszką. U braciszka, bo nabawił się odpieluszkowego zapalenia skóry  – ciekawy artykuł [TU]. U najmłodszej, bo po prostu zabrakło nam pieluszek i to pierwsze ,,plum” na sedesie tak jej się spodobało, że pieluszki poszły w niepamięć.

 

Nie poganiajmy naszych dzieci na siłę. Nie ulegajmy sugestiom, że to już najwyższa pora. Dajmy im dorosnąć do pewnych decyzji. Dajmy im prawo do samodzielnych wyborów. One cieszą najbardziej i najlepiej smakują.

 

foto by Aneta Anc

 

You Might Also Like

  • U nas jakoś samo przyszło. Ze smoczkiem poszło łatwo, przy pieluchach męczyliśmy się około dwóch tygodni, a potem było już z górki. A moja młodsza pociecha, która jutro kończy 3 miesiące, w ogóle nie chce smoczka. Tak trzymać :).

  • Karolina Wołkiewicz

    super tekst 🙂

  • dokładnie, nie sugerujmy się opinią i gadaniem innych! Każde dziecko jest jedyne w swoim rodzaju, i czasem będzie potrzebowało więcej czasu, a czasem mniej 😉

  • Właśnie- dajmy czas. Odnośnie smoczka się nie wypowiem- Młoda miała go przez jakieś 3 miesiące i sama o nim zapomniała. Pieluchę pożegnała później niż społeczeństwo „wymagało”. Nacisk ludzi jest okropny. A już powinien to, a tamto i tak licytacje doprowadzają człowieka do szału. Ulega, wścieka się, dziecko też się denerwuje. Nie lubię tego. Jeśli ktoś pyta mnie kiedy Młoda coś odstawiła, albo się nauczyła- odpowiadam. Nie wyskakuję do każdej mamy z tekstami, że moje dziecko coś robiło wcześniej, ponieważ wiem jak to wkurza.

  • U nas z odsmoczkowaniem było bardzo łatwo, choć syn był bardzo do smoczka przyzwyczajony i nie wiedziałam, jak to będzie. Ale pewnego dnia wieczorem smoczek zaginął. Nie tak łatwo ze Szczytu podskoczyć gdzieś po nowy wieczorem, szczególnie w zimie, więc zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. I tak się skończył temat smoczka 😉

  • Trzeba by długo poczekać, aż przyjdzie czas, to może trwać w nieskończoność. Ja znam np. siedmiolatkę, która pije kaszę z butelki ze smoczkiem na dobranoc. Smoczek to też taki dziecięcy nałóg, a z nałogiem ciężko zerwać i to wymaga poświęceń. Co do smoczka, ja wolałam odstawić radykalnie. Moja córka miała ponad rok. Po prostu schowałam i koniec. Był płacz, rozpacz i cała reszta. Po 2 dniach nie pamiętała o istnieniu niońka. Co do pieluch to też radykalnie. Po prostu kupiłam 30 par gatków i zakładałam jedne po drugich, a w ciągu dnia jeszcze wstawiałam to majtkowe pranie, aby wystarczyło do wieczora. Po 3 dniach dziecko odpieluchowane. Nie do końca mogę się zgodzić z wpisem, bo czasem im dłużej się patyczkujemy, tym jest gorzej.

  • Natalia Napierała

    Co do smoczka to moi uzywali po m-cu kazdy gdy odstawiony od piersi byl.Pewnie potrzebowali ,a potem sami wypluli .Adrian mial cos 2 lata i 4 m-ce jak przestal siusiac.Nie zmuszalam go na sile bo na nocniku i po nogach lecialo,a nie czul Nie mialao to sensu az do momentu gdy zalapal =D Wtedy 2 dni doslownie i po krzyku.Rafal nadal z tym walczy.U niego jest inaczej bo chory i nie sygnalizuje potrzeb.Nie sadzam go na nocnik tylko na wc by mu sie potem w szkole nie mylilo.Poki co sie smieje,dobre i to ale troche uciazliwe !Nie bede jednak narzekac bo robi postepy i to jest narazie najwazniejsze.Nie siusianie a poslugiwanie sie lyzka!

  • Mój Kuba od początku sam zdecydował, że nie chce smoka, choć ja zakupiłam chyba 6 różnych (na wszelki wypadek). Z pieluchą żegnaliśmy się 2 razy. Raz, kiedy miał 1,5 roku, ale nie było efektów, a teraz na stałe, kiedy miał 2,5 roku. Po kilku dniach załapał o co chodzi i teraz świetnie sobie radzi. Wyznaję zasadę, że nic na siłę. Każde dziecko ma swój moment i czasem wystarczy dać trochę czasu

  • Facebook