Dom to nie muzeum

22 listopada 2016

 

Jakże często mówimy sobie – dom to nie pałac.

Nie obiekt muzealny, lecz moje miejsce na ziemi. To moja oaza, mój mały, prywatny świat. Mój świat, do którego zapraszam przyjaciół, a intruzom mówię – stop. To w domu, w zaciszu czterech ścian mogę pozwolić sobie na łzy smutku, bez narażania się na współczucie  (często fałszywe). To w domu mogę śpiewać pod prysznicem (choć słoń nadepnął mi na ucho) i tańczyć jak zawodowiec (choć i w tej materii natura nie obdarzyła mnie talentem). W moim domu mogę odpocząć od świata i jego problemów. Włączyć ulubioną muzykę i zwinąć się pod kocem.

Żeby jeszcze jakiś mądry naukowiec wymyślił dom – taki samoczyszczący. Kurz na komodzie? Powinien zniknąć po jakichś pięciu minutach. Osad z mydła na umywalce? Pstryk paluszkiem – i już go nie ma. Kabina prysznicowa woła o pomoc? No i nie wiadomo skąd ją dostaje, i w chwilę potem błyszczy jak w reklamie. Pomarzyć można?

Można, można – a nawet trzeba. Bo z anielskim rozmarzeniem każdej kobiecie do twarzy. Nawet tej uzbrojonej w ścierkę i mopa. Nawet takiej, która musi ogarnąć chaos pozostawiony przez trójkę własnych, rodzonych dzieci i męża z wyboru.

Bałagan sam się robi (podobno), ale sam się nie posprząta. Tu trzeba wybrać dwie możliwości. Pierwsza, to wchodząc w rolę umordowanej matki, wziąć na klatę cały problem. A druga, to nie bać się poprosić o pomoc lub ową pomoc wymóc. Nawet krzykiem. Bo krzyczeć też kiedyś trzeba. Tak!

Dorosły osobnik, choć często mrucząc coś pod nosem, w końcu ulegnie naszej ,,prośbie”

Ale wciągnąć dzieci do zabawy pod tytułem czysty dom, często jest problemem.

Ciągle mają mnóstwo wymówek. A to dużo lekcji do odrobienia.

 

Dom to nie muzeum

 

A to jeszcze chwila, bo film taki fajny. A to dopiero zaczęło dziecię bawić się przepięknie.

 

Dom to nie muzeum

 

A to to,a to tamto. Maskara. Stoję z tą ścierą pośród góry klocków, stosu kartek zabazgranych poza brzegi (czytaj aż po stole). Tu kubek, tam szklanka, ówdzie talerzyk. Chipsy na kanapie i podłodze. Tu bluzka, tam worek na kapcie. Stos książek. Pralka chodzi na okrągło a i tak kosz na brudne ubrania wciąż zieje uchylną klapą.

Narasta we mnie wściekłość. Buntuję się. Przecież nie ja bałagan zrobiłam. Mogę więc pomóc, ale nie wyręczać. O, nie. Pora żeby i młode nauczyły się, że o dom muszą dbać wszyscy. Pomysłów na to, żeby dzieci ogarniały jakoś bałagan, który tworzą, jest wiele. Pewnie ilu rodziców, tyle pomysłów.

Jedni wywierają presję krzykiem. Drudzy prawią morały. Jeszcze inni uciekają się do różnych form przekupstwa. Znacie to?

Jak posprzątasz zabawki pójdziemy na lody. jak wytrzesz kurze, dam ci piątaka. Jak poukładasz książki pozwolę ci iść do koleżanki. I tak dalej.

Nie mi wyrażać opinie nad poprawnością moralną tych form nacisku. Wierzcie mi, próbowałam wszystkich. Z różnym skutkiem. Czasem poległam, czasem zwyciężyłam.

Są chwile, gdy z czułością patrzę jak moja mała córeczka wyrzuca papierek do kosza. Są chwile, gdy rzuca go beztrosko na podłogę a ja mam ochotę wkopać go pod kanapę. Są momenty, gdy mój synek pakuje do skrzynek swoje klocki, a czasem zostawia je rozrzucone po pokoju w fazie – skończę za dwie godziny. Wywalić do kosza, czy omijać?

 

Dom to nie muzeum

 

Są chwile, gdy najstarsza cudnie poskłada i posegreguje swoje fatałaszki i takie, gdy tworzy się przedziwny galimatias różnych części garderoby, które dziwnym trafem nie mieszczą się w szafie.

Ale próbuję. Dzielnie próbuję.

Najlepiej wychodzi nam wspólne sprzątanie w okolicy świąt. Wtedy czujemy wszyscy przypływ energii  i nagłą potrzebę efektu nieskazitelnej czystości.

Podbudowana tą myślą czekam z utęsknieniem na grudzień. A może wymachiwanie ścierą do kurzu, układanie ubrań i sprzątanie zabawek już tak im zostanie?

Podbudowana tą myślą odgarniam na stole rozrzucone kartki, robię sobie miejsce na kubek z herbatą. Siadam wygodnie w fotelu. Rozglądam się.

Oj. Ale co tam. Dom to nie muzeum. To moje miejsce na ziemi.

 

You Might Also Like

  • Wiesz, ja przy trójce dzieci byłabym chyba jak ten żandarm. Z jedną młodą da się dogadać, ja sprzątam jedno, ona drugie. Ale dałabym wiele, żeby część rzeczy sprzątała się sama 😉

  • Dom jest po to by w nim mieszkać 🙂 Lubię miec czysto, ale nie mam paranoi tak jak moja teściowa, która już teraz mówi o myciu okien na święta 🙂

  • Moja mama mawiała często, że dom jest do mieszkania nie do sprzątania. Lubię porządek i ład, ale prawdę mówiąc rozgardiasz (głównie ten zabawkowy), który czynią dzieciaki też. Pamiętam czas, kiedy wieczorami często bywałam sama, dom wydawał się pusty i smutny. Dziś nie ma o tym mowy – autko, które wystaje spod kanapy, albo jakiś rysunek zostawiony w przedpokoju (albo tony innych rzeczy) przypominają, że w moim życiu są dwie najcenniejsze istoty, źródła ogromnej radości. Co mi tam bałagan 🙂

  • Trzeba nauczyć się z tym żyć po prostu 🙂 Jedno dziecko potrafi narobić tyle bałaganu, co dwoje dorosłych przez tydzień 🙂 Ostatnio widziałam synka jak sam z siebie zbierał zabawki do pudełka… tylko po to, aby przenieść je w inne miejsce i w nim rozrzucić 😀

  • Oj, na Szczycie to daleko nam do muzeum, czy sterylnej czystości. I choć praktycznie w kółko sprzątam, to jest to syzyfowa praca 😉

  • U nas najczęściej jest pobojowisko 😀

  • U nas od 6.30 do średnio…18.00 zanim reszta domowników nie wróci z pracy muzeum nie ma 😛 Potem wieczorem sprzątamy co by innych nie drażnić- w tym mojej mamy, pedantki niestety 😉

  • Facebook