Jak ptaki .

21 lutego 2014

DSC_5005

Życie potrafi płatać nam figle. Potrafi też nieźle namieszać, nawkurzać i piekielnie dać w kość.

Moje tak się potoczyło, że po kilku latach samodzielności zmuszona byłam wrócić do domu rodzinnego. Na dodatek nie sama lecz z całym dobrodziejstwem inwentarza w postaci męża i dzieci. Nie chciałam, Bóg mi świadkiem, ale nie miałam innego wyjścia. Miało być na trochę, na chwilę a trwa do dzisiaj.

Mój rodzinny dom. Niby dobrze znany, niby kochany a jednak inny. Gdy zapada zmrok i cisza otula nas jak ciepły koc wysłuchuję się w jego odgłosy. Szum pieca, podłoga, skrzypiące schody ( chyba trzeci stopień ), wiatr hulający po dachu. Niby tak samo, a jednak inaczej. Ciszę mącą oddechy moich śpiących dzieci, ich pochlipywanie lub śmiech przez sen. To doszło. Brak chrapania mojego taty. To odeszło …

Mam tyle lat, ile mam. Nie jestem już dzieckiem, ale do dziś nie jestem w stanie w racjonalny sposób wytłumaczyć sobie tego, co się stało. Ja wiem. Wiem, takie rzeczy się zdarzają. W filmach, gdzieś tam, u kogoś. Ale nie u nas ! Odszedł.

Długo myślałam, że to tylko zły sen. Że po przebudzeniu zniknie ten ból, ten żal, strach, smutek. Nie znikał. I to wcale nie był sen. To była cholernie realna rzeczywistość. Udawałam, że wszystko jest w porządku. Do dzisiaj udaję. Uśmiecham się ale się nie śmieję, cieszę się ale bez tej wewnętrznej radości, która powoduje, że wszystko w człowieku tańczy. Do dzisiaj mam dni tak dołująco smutne, a ten smutek tak mocno ściska moje serce, że muszę ziewnąć by nabrać powietrza. Mijają kolejne pory roku. W każdej dopatrzyć się można radosnych stron. Staram się jak mogę. Naprawdę się staram. I choć wychodzi mi to coraz lepiej to nie ma dnia, nawet pełnego słońca by nagle cień nie przemknął mi przed oczami. Podobna sytuacja, jakiś gest, piosenka jakaś i łzy napływają do oczu a z ust wyrywa się szloch i tęsknota taka ogarnia, że opisać trudno.  Czas zaleczy rany. Tylko później trzeba bardzo dbać by się nie pootwierały. Nałożyć grubą warstwę maści, cały zwój plastrów i bandaży i pozwolić im zniknąć. Iść naprzód. Padać i podnosić się. Dla siebie dla dzieci. Naprzód. Wciąż naprzód. Wbrew wszystkiemu, na przekór wszystkiemu.

Zbuduję dom. Kiedyś tak, ale zbuduję. Stanie na pięknej skarpie. W dole będzie płynęła rzeczka, z okna kuchni będzie widok na góry. Będzie miał ogromny salon, w którym w chłodne dni rozpalę w kominku. Ogień będzie wesoło strzelał iskierkami. Pachniało będzie żywicą, drewnem, szarlotką. Dom bez ran. Mój rodzinny dom.

DSC_5016

DSC_5073

DSC_5062

DSC_5005

You Might Also Like

  • Ostatni akapit oddaje to co i ja chciałbym zrobić w swoim życiu. Też jestem po przejściach, ale mam marzenie domu bez ran, domu z rodziną i kominkiem, który ogrzeje wszystkich domowników. Pozdrawiam i życzę siły!

    • admin

      Dziękuję i również życzę dużo siły . Pozdarwiam

  • Facebook