Kiedyś i dziś

30 października 2017

 

Niedzielny wieczór.

Siedzę w domu, przy blasku świec. Romantyczny wieczór – pomyślicie sobie. Nic z tych rzeczy. Ot, orkan Grzegorz zahaczył o nasze miasteczko i przy okazji zwinął nam prąd. I choć zakłady energetyczne biorą od nas kupę kasy nie tylko za zużytą energię, ale też za opłaty stałe i zmienne, tudzież za pełną gotowość dostarczenia tej energii, to dupa.

Bo co? Bo Grzegorz zagrał im na nosie.

 

Od razu przypomniały mi się opowieści mojej babci, która lekcje odrabiała przy lamie naftowej. Dało się tak żyć? Nas brak prądu sparaliżował organizacyjnie. Okazuje się, że do pewnych rzeczy  przyzwyczajamy się tak bardzo, że trudno nam wyobrazić sobie ich brak. Prąd w gniazdku, woda w kranie. telewizor, internet, telefon komórkowy. Coś, co ma być w zasięgu ręki.

 

A wracając do telefonów. Pamiętacie jeszcze pierwszy telefon komórkowy, który widzieliście na oczy?

 

Ja pamiętam komórę moich rodziców. Wielka, ciężka cegła, która nie mogła się zmieścić w żadnej kieszeni. Z zasięgiem było różnie i czasem sporo paliwa trzeba było zużyć, żeby wreszcie ów zasięg złapać. Ale się ją miało.

 

Później oczywiście zmieniały się kolejne modele no i powszechność telefonów komórkowych była większa.

Swój pierwszy, osobisty i tylko mój telefon dostałam, gdy miałam 15 lat. Miał wdzięczną nazwę Norton. Nie był ani ładny, ani brzydki. Później była ładniejsza Nokia. Od tego czasu telefon był swojego rodzaju smyczką ,,Gdzie jesteś?”, ,,Kiedy wracasz?” Żegnaj wolności 😀 😀 😀

 

Ale za to miał coś, za co go kochałam. Miał grę wąż 😀 Rekordy biliśmy. A co!

 

Później telefon jakby stał się częścią koniecznego wyposażenia. Zmieniały się modele i zmieniali się operatorzy, ale był.

 

Teraz telefon nie pełni już funkcji tylko komunikacyjnej. Telefon, to skarbnica wiedzy, która jest zawsze pod ręką. To firma, nad którą zawsze ma się kontrolę. To zabawa i rozrywka.

 

Teraz żeby dobrze wybrać konieczne jest wnikliwe porównanie smartfonów

 

I tak myślę sobie, że dla mojej nastoletniej córki muszę poszukać takiego modelu, który przeżyje kąpiel w sedesie i upadek na chodnik z wysokości 1,5 metra. Musi być wodoodporny, trwały jak skała i elestyczny jak plastelina, żeby wytrzymał przechowanie w tylnej kieszeni.

 

Ale dobrze, że telefony komórkowe są. No bo patrzcie dzisiaj! Siedzę przy blasku świeć – z konieczności. Światła nie mam nawet w lodówce, a pogadać z przyjaciółką mogę. I co?…I kurczę, rozładował mi się!!!

 

Pamiętacie swoje pierwsze telefony komórkowe? A te, które podarowaliście swoim dzieciom? Opowiadajcie.

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

You Might Also Like

  • Facebook