Mądre wybory – prawda i mity o kosmetykach dla dzieci

22 kwietnia 2018

 

Nadeszły czasy kiedy każdy z nas chce być ekspertem w jakiejś dziedzinie. Kiedy każdy z nas chce mieć receptę na wszystko. A porad wszelakich możemy znaleźć całe mnóstwo w kolorowych pismach czy na forach internetowych. I nagle okazuje się, że niedouczeni jacyś jesteśmy. Kurczę, ludzie jedzą to, czego ja do ust bym nie wzięła. Noszą to, czego ja bym nie ubrała. Stosują specyfiki, których nie znam i na oczy nie widziałam. W mojej głowie powstaje mętlik informacyjny. No jak to? To co stosowałam do tej pory jest złe? O matko moja, przecież jestem dobrą mamą, która dla swoich dzieci chce jak najlepiej.

 

Od pierwszych dni życia moich dzieciaków otaczałam je troskliwą opieką i miłością. Starałam się korzystać z produktów znanych i sprawdzonych. Jednym z nich są kosmetyki z serii Johnson’s baby. Polecił mi je nie kto inny jak moja mama. Ona też je stosowała gdy pielęgnowała mnie i moją siostrę.

 

Ale czasy się zmieniły. Świat informacyjny również. I co? I dopadł mnie chaos i nerwica konsumencka. Teraz wybierając się do sklepu po kosmetyk do pielęgnacji moich dzieci, często omijam półkę ze znanymi mi produktami i zaczynam oglądać inne. Czytam etykiety i zaczynam zastanawiać się nad zmianą kosmetyku. Tylko jaki wybrać? Naturalny czy konwencjonalny? Konserwowany czy bez konserwantów? Czytam więc te etykiety i stwierdzam, że coraz mniej z tego rozumiem.

 

By wyzbyć się wyrzutów sumienia, iż szkodzę moi dzieciom, wybrałam się na warsztaty zorganizowane przez firmę Johnson’s  ,,Sprawdzone – udowodnione, czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci”

 

 

Ja w tej dziedzinie jestem laikiem. Uczę się metodą prób i błędów. Poszukuję produktów, które nie uczulają moich dzieci. Raczej opieram się modzie na ogólne ,,eko” i nie ulegam chemiofobii. . Bo tak naprawdę takie zupełnie czyste ,,eko” nie istnieje już na naszej planecie. Może w odległych zakamarkach puszczy? Ale i tam jeśli wykryją wzmożone działania jakiegoś owada – szkodnika, unicestwią go opryskami. No a te opryski nie ominą przecież jagód i nie zatrzymają się na granicy lasu, tylko pofruną chmurką – mgiełką nad pola i sady. Te eko również.

 

Czy w obecnych czasach możliwe jest całkowite wyeliminowanie chemii z produktów żywnościowych tudzież kosmetycznych? Myślę, że nie i tylko od mądrości ludzi zależy to, aby chemicznych konserwantów było nam jak najmniej zapodawanych. Myślę też, że mądrzy naukowcy, którzy opracowują te wszystkie metody konserwacji produktów nie podcinaliby gałęzi, na której siedzą. To byłaby sztuka na raz, a upadek bardzo bolesny.

 

 

Jak już pisałam wzięłam udział w warsztatach zorganizowanych przez firmę Johnson”s. Poprowadziła je pani Katarzyna Bosacka, pani dr inż. Magdalena Sikora i pani Agnieszka Machnio.

 

Pani Katarzyna Bosacka jest mamą 4 dzieci. Na pewno ma doświadczenie w ich pielęgnacji. Na pewno też sprawdzała skuteczność i skład różnych produktów do pielęgnacji dzieci. O, etykiety to ona potrafi czytać jak mało kto.

 

 

A że nasze wybory są trudne, potrzebujemy porad ekspertów i rzetelnej dawki wiedzy. Bo w obecnych czasach celebryci, którzy są dla wielu wzorem do naśladowania, to niegdysiejsze babki – szeptuchy. Niektórzy gotowi są uwierzyć we wszystko co oni powiedzą.  A nam potrzeba wiedzy i dowodów. I taką wiedzę próbowała przekazać nam pani dr inż. Magdalena Sikora, specjalista w zakresie surowców i półproduktów kosmetycznych. To ona wprowadziła nas w arkana wiedzy tajemnej. Wielu z nas ma wątpliwości co do bezpieczeństwa, skuteczności działania, wpływanie na stan skóry a nawet zdrowia, kosmetyków dostępnych na rynku. Jak płachta na byka działa na nas napis SLS i SLES. Te składniki znajdziemy w żelach pod prysznic, płynach do kąpieli, szamponach do włosów, w pastach do zębów.Czy są aż tak szkodliwe? Oczywiście SLS może mieć działanie drażniące, ale tylko wówczas, gdy jest stosowany jako pojedyncza substancja w wysokim stężeniu i przy długotrwałym kontakcie ze skórą. W kosmetykach pielęgnacyjnych i myjących dla dzieci, które przechodzą 5-poziomowy proces bezpieczeństwa i przewyższają kryteria 15 norm obowiązujących na całym świecie,  jest to po prostu niemożliwe.

 

 

 

No dobrze, myślę sobie, skoro jest taka nagonka na chemię to może kosmetyki naturalne? Ale sama przecież nie zrobię kremu, a te dostępne w sklepach ekologicznych też podpierają się komponentami wytwarzanymi w laboratoriach. Bo w dzisiejszych czasach w laboratoriach otrzymuje się związki identyczne z tymi, które występują w naturze. No to pytam ja się Was, dlaczego związek występujący w naturze uważany jest za bezpieczny (choć naszej naturze daleko do eko-czystości), a identyczny wytworzony w laboratorium już nie?

 

I czy producenci kosmetyków bez konserwantów tak do końca mówią nam prawdę? Dlaczego ich przydatność do użycia to 6, 12 miesięcy? Myślę, że gdybym pokusiła się o zrobienie kremu metodą domową przetrwałby jakieś dwa, no może trzy dni. Później drobnoustroje zrobiłby swoje. A przecież zabezpieczenie czystości mikrobiologicznej kosmetyku to podstawa. Do tego potrzebne są parabeny. Czystość mikrobiologiczną w kosmetykach naturalnych uzyskuje się wykorzystując znaczne ilości alkoholu etylowego. A wyczytałam, że jednym z dopuszczonym do stosowania w kosmetykach parabenów jest etyl. Brzmi znajomo? Ale powiem Wam coś w tajemnicy. Ja dzisiaj, zupełnie nieświadomie takiego parabena pożarłam. Zjadłam gruszkę! O matko moja. Nie wiem czy ja przeżyję!!! bo i marchewkę też zjadłam, a potem wyczytałam, że one same z siebie, takie naturalnie te parabeny czyli  konserwanty w sobie mają.

 

 

Kochani moi.  Ja wiem, że żyjemy w czasach, w których wiele rzeczy nas przeraża i budzi nasze obawy i podejrzenia. Z jednej strony trawi nas strach przed syntetycznymi składnikami kosmetyków, z drugiej zaś zastanawiamy się czy te, które noszą nazwę naturalnych, są nimi tak do końca.

 

W podejmowaniu decyzji o zakupie kosmetyku pielęgnacyjnego dla naszych dzieci miejmy na uwadze jedno – by były dobre i bezpieczne dla naszych dzieci. Sprawdzajmy, testujmy i nie dajmy się zwariować.

 

Wiadomo jest powszechnie, że nie ma dwóch identycznych osobników rodzaju ludzkiego na tej planecie. To co jednemu służy – drugiemu nie. Jeden uwielbia orzeszki, dla innego stanowią one zagrożenie dla życia. Jeden objada się truskawkami – drugi ląduje w szpitalu z objawami ostrej alergii.

 

Mądrości w wyborach i wyrażaniu osądów życzę Wam wszystkim.

 

PS. A może pochylić się nad pszczółką? Bo niedługo to nic tak naturalnie nie urośnie. A wtedy to już na amen zawojuje nas chemiczno- laboratoryjna rzeczywistość.

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

You Might Also Like

  • Facebook