Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus

21 maja 2018

 

Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus.

Prawda to stara jak świat, a jednak mimo różnic, te dwa z pozoru obce światy się przyciągają. I trwają ze sobą, choć dzień po dniu, z mozołem udowadniać sobie muszą, że dadzą radę ze sobą trwać i nie pourywać sobie łbów przy byle okazji.

 

A okazji byłaby cała moc.

 

Ja wiem, wiem, że feministki już dawno temu wywalczyły dla kobiet równouprawnienie. Ja to wiem i wszystkie kobiety świata też o tym wiedzą. Tylko czy czasem nie za dużo wzięłyśmy sobie na nasze ramiona?

 

Słaba płeć – mówi się o kobietach. Jaka tam słaba? My to jakieś mutanty jesteśmy. Chcecie dowodów? Bardzo proszę. Podam je w swoim czasie.

 

A mężczyźni? Głowy rodzin, przywódcy stada, wojownicy, zdobywcy.

 

No i spotykają się dwa osobniki. No i zakochują się w sobie. I co? I od początku same komplikacje. Już pierwsza randka powoduje małe scysje. Umawiają się w kawiarni.

 

  • Dlaczego to ja mam jechać dalej? I dlaczego sama? – myśli ona.
  • Mam jechać pod jej dom? Ale nie dała mi adresu. Cóż czekam pod kawiarnią – myśli on.

W czasie randki rozmawiają, śmieją się. Normalnie.

  • Dlaczego nie weźmie mnie za rękę? – myśli ona.
  • Wezmę ją za rękę – myśli on i wyciąga dłoń, a ona swoją chowa pod stół. Zrobiłem coś nie tak?

Odprowadza dziewczynę do domu. Piękny wieczór.

  • Objąć ją czy nie? – myśli on.
  • Mógłbym objąć mnie, przytulić – myśli ona, a po chwili umyka przed czułym gestem.

Po spotkaniu oboje mają zawrót głowy.

  • Czy zrobiłem coś nie tak? Byłem zbyt śmiały? – myśli on.
  • Kurcze, fajny z niego chłopak, tylko czemu taki nieśmiały. Mógłby spróbować jeszcze raz, a nie od razu rezygnować – myśli ona.

I nie wiadomo kiedy, już wiją swoje gniazdko.

  • Tutaj urządzimy pokój dziecka. Jest taki słoneczny, jasny. Już widzę te wszystkie zabaweczki i cudne mebelki – mówi ona.

Mężczyzna kiwa głową a w duchu myśli sobie.

  • Jakie dzieci? Poszaleć jeszcze nie zdążyliśmy. Jeszcze tyle trzeba zobaczyć. Pojechać tu i tam. A w tym pokoju, to pięknie by wyglądał mój komputer i konsola do gier. Ale głośno mówi – fajny pomysł kochanie.

 

Bycie razem, to sztuka kompromisów…

 

W tym nowym gniazdku coś skrzypi. Co?

  • Drzwi do łazienki strasznie skrzypią. Zrób coś z tym – mówi ona.
  • Ok – mówi on znad gazety. Kupię tylko odpowiedni smar.

Mija dzień, dwa, tydzień…

  • O, drzwi nie skrzypią – mówi on.
  • Bo naoliwiłam.
  • Tak? Czym?
  • Olejem.
  • Jak to? Jakim olejem?
  • Z pierwszego tłoczenia.
  • Ale żabciu, tak nie można. Zawiasy mogą zardzewieć.
  • To kupisz nowe drzwi – mówi ona bliska furii.
  • A po co od razu nowe drzwi? Trzeba tylko kupić odpowiedni smar.

O mamo!!!

Wiosna w pełnym rozkwicie. Biegam po rabatkach i dosadzam coraz to nowe gatunki i rodzaje krzewów, bylin i kwiateczków. Ładnie. Kolorowo zrobiło się w koło.

  • Kochanie, mógłbyś przyczepić mi tu ten wiklinowy koszyczek? Ładnie będzie, prawda? Włożę do niego surfinie.

Mąż stoi, ogląda słupek tarasu. Dotyka, puka i stuka. Wszedł do domu, pod dłuższej chwili wraca z wkrętem i młotkiem. Znów dotyka, mierzy wzrokiem, w głowę się drapie.

  • Pójdę po wiertarkę, tylko nie wiem czy naładowana – mówi.

I poszedł.

Co robi żona? Bierze do ręki młotek. Jedna przymiarka i jak nie przypier… i jak nie walnie…

  • Mąż wraca (bez wiertarki) – z godzinkę musi się podładować – mówi.
  • Już nie potrzeba – mówi ona wieszając koszyk z kwiatkiem.
  • Ale żabciu, tak nie można. Przecież to może spaść – mówi z troską.
  • To powieszę nowy – mówi żona i znika w drzwiach domu.

Ach – wzdycha przeciągle i żałośnie przedstawiciel gatunku męskiego.

  • A mogłem się nie żenić.

Żona zaś bierze się za przygotowanie kolacji. Spogląda przez okno.

  • A mogłam za mąż nie wychodzić.

Mars i Wenus.

 

Życie we dwoje to sztuka kompromisu. Tu nie ma wygranych i przegranych. Tu nie ma silniejszych i słabszych. Jeśli dwoje ludzi odnalazło się w tłumie, to nie może być przypadek. Czasem tylko tak ciężko docenić tą drugą połówkę i zauważyć jej trud.

Mąż wraca z pracy i od progu woła:

  • Skonany jestem, oj skonany – i pada na fotel.
  • Ja też już siły nie mam – mówi żona.
  • Ty kochanie? – pyta mąż. A czym się tak zmęczyłaś?

Nie zauważył, że dom lśni jak przed inspekcją sanepidu. Nawet listki kwiatków błyszczą. Obiad ugotowany, pranie zebrane, poprasowane, poskładane. Lekcje z dziećmi odrobione. Zakupy zrobione.

  • A tak leżałam sobie i pachniałam – mówi żona z wściekłością.

Następnym razem przestawię kanapę, stolik z telewizorem i może szafę. Jak nie będzie mógł znaleźć pilota od telewizora to może zauważy zmiany. No kochane, za zwykłe codzienne porządki medalu nie dostaniecie. Wymyślcie coś bardziej spektakularnego.

Od czego głowa na karku?

Bo nawet jeśli mąż to głowa rodziny, pamiętajcie, że żona jest szyją, na której ta głowa się kręci. Walczyć nie warto a nawet nie można. Ale od czego nasza łagodność i dar przekonywania?

 

Pamiętać musimy o paru zasadach:

  • chwalić na każdym kroku i za wszystko,
  • powtarzać jaki jest mądry i zaradny,
  • pomagać przetrwać ciężkie chwile,
  • dodawać wiary i otuchy .Obdarzyć kredytem zaufania ( a jakby co dowalić odsetki od tego kredytu),
  • i kochać. Po prostu kochać.

 

A na koniec to, co najważniejsze . Te zasady mają działać w obydwie strony.

 

Marsjanie i Wenusjanki. Noc i dzień. Ogień i woda. Tak, różni, a żyć bez siebie nie mogą.

  • Kochanie, wykąpiesz dzisiaj dzieci? – pytam znad gazety.

Bo szyja to ja 😀 😀 😀

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

You Might Also Like

  • Facebook