Na tych polach wychowawczej walki poległam

3 kwietnia 2018

 

 

Każdy z nas ma na życie jakiś plan. Na swoje życie. Ukończę edukację, znajdę dobrą pracę, zdobędę niezależność.

 

Ale życie, jak to życie, ma względem nas swój zmyślny plan. I choćbyśmy na głowie stawali nie przekupimy go, nie przechytrzymy. Postawi nam na naszej drodze przyjemności, ale i przeszkody. Równo podzieli wydech i wdech. Zachęci do działania, a chwil parę później zapędzi nas w kozi róg. Czasem buntujemy się. Czasem stajemy przed lustrem, patrzymy sobie prosto w twarz, mrugamy do siebie oczkiem i mówimy cicho – dasz radę maleńka. Kto jak nie ty.

 

Mamy swoje zasady, których zamierzamy się trzymać, na przekór wszystkim i wszystkiemu. Jakże się mylimy.

 

Pojawienie się na świecie dzieci weryfikuje nasze poglądy i przekonania, oraz wiedzę książkową.

 

W czasie przygody trwającej dziewięć miesięcy, naczytamy się tego i owego. I gdy już tulimy w ramionach nasze wyczekiwane maleństwo, od razu, gdy przejdzie nam szok i ból odejdzie w niepamięć, zaczynamy wymyślać postanowienia.

 

Karmić piersią będę ze dwa lata. I co? Nasze maleństwo nie potrafi dobrać się do jedzonka. Powinno chyba jakoś tak instynktownie wiedzieć, no nie? No nie wie. Łykamy gorzkie łzy porażki. Inne dzieci z sali mlaskają i ciumciają ile wlezie, a moje drze się wniebogłosy. Głodne jest – rzuca pielęgniarka i zamiast pomóc, zabiera nasze maleństwo i dokarmia butelką. Spróbowało, zobaczyło że z butelki dużo łatwiej. Objadło się nasze maleństwo, a nam z przyjemności karmienia zostało potrzymanie, aż  mu się odbije i posprzątania tego co się ulało.

Poległam – myślę sobie. Ale, że duch we mnie wielki i waleczny więc snuję dalsze plany.

 

Żadnych pampersów. Drogie jak diabli i jak zaśmiecają naszą, i tak zaśmieconą planetę. Włączyłam kalkulator, przeliczam ilość pieluch zużytych w ciągu dnia i pomnożonych, przez ilość dni w roku. Matko moja, toż to góra śmieci. A kasy ile!!! O nie, mama wychowała mnie na tetrowych to i ja dam radę. Nie dałam. W natłoku obowiązków, brakło mi siły woli. Buliłam na coś, co i tak lądowało w koszu na śmieci.

 

Maleństwo rosło. Nadszedł czas na wprowadzenie urozmaiconej diety. Dzielnie zabrałam się za własnoręczne przygotowanie zupek, deserków, kisielków, twarożków. Maluszek kwilił w łóżeczku a ja przecierałam przez sitko cielęcinkę. Po kilku takich próbach skapitulowałam. Do diabła z tym. Skoro ktoś wymyślił, że wyręczy nas w tych obowiązkach, to czemu z tego nie skorzystać. Pognałam więc do sklepu i nakupiłam zupek i deserków na cały tydzień. Dziecię było syte. Dietę miało urozmaiconą. A ja? Na dno urażonej dumy schowałam kolejną porażkę.

 

Później przyszedł czas na zainteresowanie telewizją. Obiecałam sobie, że pozwolę tylko na wybrane programy i oczywiście określoną ilość czasu na dobę. Najpierw maleństwo siedziało jak w hipnozie. Później zaczęło reagować na to, co dzieje się na ekranie. Klaskało w rączki, powtarzało słowa. Telewizja ma jednak funkcję  edukacyjną – pomyślałam. Jest wybawieniem w sytuacjach bez wyjścia. Mam coś pilnego do roboty, włączam telewizor. Dziecię siedzi, edukuje się (a jakże), a ja mogę spokojnie wykonać to, co zrobić muszę. Tylko, że z czasem zrobił się to nawyk, rytuał niemal. Ledwie moje maleństwo ślipka przetarło, już domagało się swojej dawki doznań wzrokowych. I znów szukam w sobie winy. Kiedy to się stało, że jakieś pudełko zawładnęło sercem i duszą mojego dziecka?

 

Wróciłam więc do korzeni. Do pracy u podstaw. Skoro mam udogodnienia w postaci pampersa i gotowych posiłków, mam więcej czasu dla mojego dziecka. Nie muszę stać przy garach, a poświęcić mu więcej czasu. ,,Zagubiłam” pilota od telewizora i powyciągałam gry, zabawki i książki. Bajzel się zrobił na cały pokój, ale dzień po dniu, z mozołem znaleźliśmy wspólne przyjemności. A efekty nie przyszły od razu. Potrzeba było czasu i procesu dorastania mego maleństwa.

 

Czy czuję się pokonana? No nie. Jednak nie. Może moje założenia i postanowienia wzięły w łeb. Może nie do końca czuję, że w każdej sytuacji panuję nad własnym życiem. Ale jakie to ma znaczenie skoro ono i tak ma względem mnie swój plan. Widać tak musiało być. Na wielu płaszczyznach jeszcze pewnie polegnę. Wiele zdarzeń nauczy mnie czegoś nowego. Jedno wiem na pewno. Nie podam się. Nigdy w życiu.

 

Ot, takie mnie naszły myśli Matki Niedoskonałej 🙂

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

You Might Also Like

  • Facebook