Nie chcę litości

6 października 2015

 

Los matki nie jest bajką ani snem.

Tak, to święta prawda. Los matki w dzisiejszych czasach to bitwa o ogień i czasem przetrwanie. I dzieje się to w obliczu prawa i dumnie brzmiących haseł o polityce prorodzinnej liderów partii politycznych chcących zdobyć jak najwięcej głosów, przed wyborami. Ohyda. Jestem zdegustowana, sfrustrowana, no po prostu wkurzona.

Matka, to nie człowiek niższej kategorii. To nie żebrak czekający na jałmużnę. To człowiek, który odwala kawał dobrej roboty za friko. W nosie mam Waszą jałmużnę. Nie potrzebuję dodatków, sratków ani obietnic bez pokrycia.

Każda matka w tym kraju, który ponoć zalicza się do 30-tu najbogatszych państw świata, potrzebuje dobrze płatnej pracy. Pracy legalnej, bez umów śmieciowych, bez umów fikcyjnych (no wiecie, część pieniędzy legalnie na konto, a część do ręki). Każda matka potrzebuje logicznego grafiku pracy lekarzy. Dzieci chorują, dzieci miewają wypadki. Jeśli zapisuję się do lekarza to mam mieć numerek z konkretną godziną. Wściekam się na ignorancję niektórych przychodni.

Ostatnio byłam z córką w przychodni ortopedycznej. Złamała palec i miałyśmy wyznaczoną datę kontroli lekarskiej. Datę – to już coś. Ile czasu spędziłyśmy w tejże przychodni? Sześć godzin! Kompletna bzdura. Siedziałam i patrzyłam oniemiała na tłum coraz bardziej wściekłych ludzi. Uspokajałam przerażoną córkę. Ktoś tu zawinił. Tylko kto? No bo jeśli wizyta wyznaczona, to powinnam mieć numerek na konkretną godzinę. I wszyscy pozostali też. Wszystko odbyłoby się płynnie, spokojnie, bez nerwów i obłędnego zmęczenia. Marzyłam o tym, żeby stamtąd wyjść, pójść i nigdy nie wracać. Niestety mamy przed sobą jeszcze jedną wizytę. Ale – żeby móc pójść z Julką do lekarza, mąż musiał wziąć dzień wolny, żeby zostać w domu z pozostałą dwójką. O, ja byłam w komfortowej sytuacji. Naprawdę. Bo razem z nami czekała na kontrolę dziewczynka, lat około dziesięciu, która miała złamaną rękę. Była z mamą oraz braciszkiem, lat około dwóch.

I co? Biedna dziewuszka siedziała sama, sama ze swoim przerażeniem, bo jej umęczona mama biegała za umęczonym synkiem. A jeszcze jakaś nobliwa dama (a może nie dama?) walnęła tekst – co za niegrzeczne dziecko!

Miałam ochotę odpowiedzieć jej, że to dziecko – w odróżnieniu od niej – ma ciekawsze rzeczy do robienia niż czekanie na wizytę u lekarza.

Wchodzę do sklepu. Dzieci, jak to dzieci. Jeśli miałyby kupować zabawki, to bardzo chętnie, ale jeśli marchewkę, to już ble. Mają swoje humorki, nastroje, złe dni. Jedno ryczy, drugie jest wkurzone. Kolejka do kasy. Pilnujesz torebki, zakupów i dzieciaków, które co chwile się rozbiegają.

Pani to musi być ciężko – słyszę od kasjerki. Jakie ciężko? Chciałam zapytać- czy pani ma dzieci? Czy zdarza się pani chodzić z nimi do sklepu?

Nie pytam. Myślę sobie tylko, że skoro tak mi współczuje, to może zapakowałaby moje zakupy, a nie rzucała niedbale reklamówkę (płatną) na stolik, gdzie nie ma miejsca żeby te zakupy zapakować. O, teraz to jest mi ciężko. Torebka się rozwala, zakupy lądują na podłodze, a ja mam ochotę krzyczeć. Zaciskam zęby płacę za kolejną torebkę i wychodząc życzę miłego dnia. A co. Ma się tą klasę.

Czasem pytają. Trójka dzieci. Jak pani daje sobie radę – pada litościwie.

W takich wypadkach budzi się we mnie zadziorny człowiek. Mam ochotę odpowiedzieć – nijak. Dzieciaki ganiają z gilem do pasa, głodne, brudne i z zasraną pupą. Ale milczę. Dumnie milczę i patrzę z litością na kobiety, które takie pytania mi zadają. Tak. Takie pytania zadają właśnie kobiety. O matko moja, ten świat zwariował.

Nie chcę żeby stawiano mnie na piedestale. Nie chcę medali, orderów, dodatków. Ale – nie chcę też litości!

Bo mi jej nie potrzeba.

Potrzeba mi przyjaznego spojrzenia i prostych słów – fajna z pani mama.

Ot, tylko tyle i aż tyle.

 

b1

b2

b4

b5

b6

b8

b9

You Might Also Like

  • Facebook