Nie odnosicie czasem wrażenia, że macie w domu szefa?

23 lipca 2018

 

Nie odnosicie czasem wrażenia, że macie w domu szefa? Gdy macie więcej niż jedno dziecko to i szefowie się mnożą.

 

Oczekiwania mają ogromne, ale gdy chodzi o ,,zapłatę” to chowają głowę w piasek, a w oczach mają pytanie – ,,ale o co chodzi”?

 

Mały szef umie jak nikt inny wykorzystać nasze słabości. Robi śmieszne minki. Cudnie oplata naszą szyję małymi, pulchnymi łapkami. Całuje nasz nosek, oczki i czółko. Przymilnie mówi ,,kocham cię mamusiu”. I co? I jesteśmy kupieni. Rozłożeni na łopatki i zupełnie bezradni. Każdą zachciankę, kaprys każdy gotowi jesteśmy spełnić za tych kilka chwil bezwarunkowego ,,szefowania”.

 

I nie ma w tym nic złego, ale… No tak, oczywiście, zawsze musi być jakieś drugie dno.

 

Mały człowieczek mimo swojego ogromnego wdzięku musi pojąć, że to nie on jest szefem. Szefami tej bandy są mama i tata.

 

Trudno oddać pałeczkę pierwszeństwa, więc nie przychodzi to wcale łatwo i prosto. Mogą być łzy, bunt i obraza na cały świat. Powrót do normalności może trochę potrwać. Bo i my – rodzice musimy przejść metamorfozę. Musimy uporządkować na nowo swój świat i priorytety.

 

Na tym polega skuteczne rodzicielstwo. I wierzcie mi wcale nie jest łatwo, bo pięciolatkę i nastolatkę jedyne co różni, to poziom finezji, z jaką sprawdzają szczelność granic, które staram się wyznaczyć.

 

A staram się by te granice były wyraźne i czytelne.

 

Różnie to wychodzi, ale umiejętnie kamufluję słabe punkty 😀

 

Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną. Ale przecież wspólnie damy radę.

 

Dzieci muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. I choć jeszcze o tym nie wiedzą, pewne utarte, wypracowane schematy zachowań to bezpieczeństwo im dają. Są najbliższą rodziną, domownikami, którzy nie tylko ,,gniazdują” ale też w aktywny sposób uczestniczą w życiu wspólnego domu.

 

A dom, to nie tylko bezpieczna przystań. To miejsce, o które wszyscy, bez wyjątku muszą dbać. Jeśli się coś zepsuje, trzeba naprawić. Jeśli się pobrudzi, trzeba posprzątać. Jeśli coś szpeci, trzeba upiększyć. I dzieci nie można izolować od tych problemów. Muszą w nich uczestniczyć po to, by umiały szanować pracę innych.

 

Granice, które wyznaczamy naszym dzieciom nie są złośliwością z naszej strony. To są granice bezpieczeństwa. I pamiętajmy, żeby zawsze uczciwie stawiać wszystkie sprawy. Jasno, zwięźle. Dziecko musi dostawać jasne sygnały. Dobrze, źle. Musi widzieć czego się spodziewać.

 

Ja nauczyłam się (a przynajmniej próbuję) drobiazgowo wyjaśniać wprowadzone ograniczenia i zasady. Zwracam przy tym uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Wiem, że nie mogę zostawić najmniejszej luki w moich granicach, bo one z łatwością ją znajdą i przedostaną się na drugą stronę. A tego nie chcę. Nie chcę byśmy stali po dwóch stronach barykady.

 

Jak to zrobić i nie narazić się na bunt, krzyk i lament?

 

Najlepiej drogą negocjacji i wspólnych ustaleń.

 

Jeśli córka pyta czy może wyjść z koleżankami, zgadzasz się, ale prosisz o coś w zamian.

  • posprzątam w pokoju – pada propozycja
  • ok

 

Jeśli synek chce pograć w gry, zgadzasz się, ale wspólnie określacie czas i porę gry.

  • odrobię lekcje i zapakuję plecak – mówi on.
  • ok

 

I sprawa jest jasna. Wspólnie zarysowaliśmy system, który ma obowiązywać. Jest uczciwie. Poza tym nigdy ci nie powiedzą – to twoje zasady, to ty je wymyśliłaś.

 

Miłość i konsekwencja nie wykluczają się. Cóż, szef to ja i tego się będę trzymała.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

You Might Also Like

  • Facebook