Nie wszystko musi być idealne i takie pod publiczkę.

14 września 2016

 

My – kobiety, już tak mamy, że zamartwiamy się na zapas.

My – kobiety, już tak mamy, że staramy się ze wszystkich sił, żeby wypaść jak najlepiej.

Martwimy się o wszystko. Że nasze dziecko jeszcze nie chodzi, a córka sąsiadki zasuwa już i nawet pion utrzymuje. Że nasze dziecko mówi w narzeczu hula – gula, a synek kuzynki wierszem już gada. Że ząbek jeszcze nie wyrósł, albo wyrósł za wcześnie.Przecież tak nie powinno być. Zęby to już bezwzględnie powinny rosnąć wszystkim w jednakowym czasie. Wypadać mogą różnie, ale rosnąć?

Martwimy się, czy dobrze wypadniemy przed teściową w czasie niedzielnego obiadu. A może nie daj Boże trafi jej się widelec nie do końca czysty? I zamiast cieszyć się z niedzielnej wizyty i wyglądać jak milion dolarów, po raz setny polerujemy sztućce. No bo wiadomo to, gdzie usiądzie?

Martwimy się jak nasze dziecko da sobie radę w szkole. Żuczek taki malutki. Tornister niemal większy od niego. A tyle schodów w tej szkole, tyle zakamarków. Zgubi się, jak nic. I choć nasze dziecko promienieje szczęściem, choć chwali się osiągnięciami – wciąż doszukujemy się kłopocików i smutków. Na pewno płakał – tylko udaje twardziela. Na pewno ktoś go potrącił – tylko nie chce przyznać się do tego. Na pewno czegoś nie wiedział  dlatego  jest taki zawstydzony.

Martwimy się o nasz dom. Tak, martwimy się. No bo ten bałagan w nim panujący sam się nie posprząta. Ktoś go musi ujarzmić i okiełznać.Tylko kto i kiedy ja się pytam? Dzieci do szkoły, ze szkoły, plac zabaw, obiad, lekcji odrabianie. Z tym się pobaw, z tym pogadaj, tego wysłuchaj. A na każdym trzeba być skupionym jak na tym jedynym.

Stop, stop, stop. Dość. A gdzie w tym wszystkim ja? Ja przecież też mam swoje potrzeby i pragnienia. też jestem kimś ważnym. Nie chcę tylko żyć życiem innych. Muszę zawalczyć i o siebie, bo inaczej rozpadnę się na milion kawałeczków. Rozmienię się na drobne.

Uczę więc moje dzieci samodzielności. Przetrwam ten czas żmudnej edukacji. Dam radę, bo wiem,że w końcu przyjdzie taki dzień, że moje dzieci będą samodzielne. Dzięki mnie. Nauczą się samodzielnie jeść, ubierać, kąpać, lekcje odrabiać. A jak przyjdzie czas, że zaczną wychodzić z paczką znajomych, to już chyba oszaleję z nadmiaru wolnego czasu.

A na razie? Na razie jeszcze trochę się zamartwiam i staram się zawsze wypaść jak najlepiej. Chcę być wzorem i przykładem dla moich dzieci.

Chcę żeby wiedziały bez zbędnych słów, że zawsze mogą na mnie liczyć. Że zawsze im pomogę, gdy zajdzie taka potrzeba. Że mama, to silna kobitka, która z każdej zamieci życiowej wyjdzie cało i jeszcze ochroni i obroni. Nie mam jednak mocy i sił nadprzyrodzonych, więc czasem popadam w czarną dziurę zmartwień. Szukam przyczyny. Szukam winowajcy. Pogoda, niskie ciśnienie, złe spojrzenie oczu, które powinny wyrażać miłość i zrozumienie. Wiem!!! To na pewno niedobór kwasu foliowego [TU]. Odkąd go stosuję stałam się spokojniejsza, policzki nabrały kolorków, serce bije mi równo i miarowo. Nabieram dystansu do siebie i do moich możliwości. W całym tym bałaganie coraz częściej odnajduję siebie. Już nie spinam się tak bardzo. Nie wszystko musi być idealne i takie pod publiczkę. We wszystkim co robię, co kocham, co mnie cieszy musi być choć okruszek mnie. I wiecie co?

Podoba mi się to. A jak!

You Might Also Like

  • Zdecydowanie nie musi być idealnie. My mamy już tak mamy, że się zamartwiamy 🙂

  • U mnie nic nie jest idealne, nie wierzę zresztą w żadne ideały :). A pod publiczkę tym bardziej, zawsze lubiłam iść pod prąd :).

  • Na Szczycie wszystko wygląda inaczej i ja też się bardzo zmieniłam, odkąd tu mieszkam. Żadnej spiny, totalny luz 🙂

  • Kwas foliowy zaczęłam brać 🙂
    Nie musimy być idealne, ważne by nauczyć dzieci dobrych wartości, by wiedziały że moga na ans liczyć i że nawet my popelniamy błędy 🙂

  • Facebook