Odpowiedzialność tu i teraz.

14 września 2017

 

Odpowiedzialność. Słowo, które ma moc i potęgę.

Słowo klucz do sukcesu ale i do wielu frustracji. Boleśnie przekonujemy się o tym wtedy, gdy mamy dzieci. Bo to nie chodzi tylko o to, żeby napoić i nakarmić. Żeby przebrać pieluchę. Nie chodzi też o to, żeby podkładać pod pupę poduszkę z naszych rąk ilekroć dziecko upada. Zdarzenia, wypadki zawsze mają miejsce. Nie unikniemy ich. I tylko od naszej odpowiedzialności zależy ciąg dalszy przykrych  zdarzeń.

 

Niektórzy mają też  takiego pecha, że zawsze w ich obecności coś złego musi się wydarzyć. Zaczyna się od niewinnej zabawy, a kończy katastrofą.

 

Mój synek w dzień przed rocznicą komunii mojej starszej córki bawił się w berka ze swoim tatą. Żeby być szybszym wsiadł na rower biegowy. I traf chciał, że kółko rowerka wpadło w dołek (syn go wydłubał, a jakże). I wylądował centralnie buziolem na chodniku. Krew lała się strumieniami, usta zapuchnięte. Opatrunki, oględziny, wizyta na NPL-u i interwencja chirurgiczna. Niewinna zabawa.

 

Zabrakło wyobraźni? Odpowiedzialności? Mąż dołek widział wcześniej. Miał go zasypiać – tylko, że stało się o mały wypadek za późno.

 

Wściekły był na siebie o to wiele dni. Ilekroć spojrzał na opuchnięte usta synka, który nawet zupę jadł przez słomkę, łzy stawały mu w oczach.

 

Inne zdarzenie.

Na półce mąż zostawił pieniądze. Alan bawił się sam w pokoju. Cicho tak, grzecznie, aż mnie zdziwiło. Gdy poszłam na paluszkach do niego aż oniemiałam. Mój kochany synek siedział na podłodze i misternie, równiutko przecinał kolejny banknocik. Pociął kasę w dobry mak.

 

Co miałam robić? Wrzeszczeć na niego?

 

To tylko małe dziecko, które chciało rozwijać swoje zdolności manualne. A, że komuś zabrakło wyobraźni to już inna sprawa kaloszy.

 

Każdy z nas pewno przeżył taka sytuację w swoim życiu, że żeby nie wiem jak się starał, to coś, w którymś momencie zawiodło. Nie zadziałało.

 

Dlaczego to piszę? Naszła mnie taka myśl że dawniej (nawet już za moich czasów) starsze dzieci często opiekowały się młodszym rodzeństwem. Przeróżne wypadki zdarzały się. Jak to później wpływało na ich psychikę?

 

Dorosłemu poradzić sobie trudno, a co dopiero mówić o dziecku.

 

Dlatego moja najstarsza córka nie będzie niańką dla młodszego rodzeństwa. Bo choć jest mądra i odpowiedzialna, to ciągle jest jeszcze dzieckiem. Nigdy nie pozwolę, żeby jakieś zdarzenie wywołało u niej wyrzuty sumienia.

 

Liczba dzieci zależy od nas, dorosłych.

Nie zwalajmy więc obowiązków na starsze pociechy. One też są dziećmi.

Jeśli potrzebujemy niańki, wynajmijmy ją!!!

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

 

You Might Also Like

  • Ja wczoraj wykorzystałam jako niańki, byłam na zebraniu, a one z młodym przed drzwiami. Musiałam 😀

  • Mam nadzieję, że nie były to duże nominały 🙂
    Masz rację, nie zawsze nad wszystkim zapanujemy! Córka rozwaliła warge wychodząc z łózka, miałam się obwiniać bo ją poganiałam? 🙂 Często to kwestia wypadku, przypadku, a takowe chodzą po ludziach 🙁

  • Mnie przychodzi do głowy jeszcze jedna kwestia – dzieci, jeśli nie będą popełniać błędów, jeśli się nie „sparzą”, jeśli nie wywrócą, itd., to właśnie nie poznają wagi odpowiedzialności same za siebie 🙂 Można powtarzać sto razy „Uważaj, bo się przewrócisz”, ale do dziecka to dotrze dopiero, jak się przewróci 😉

  • Oj pamiętam jak mi opowiadałaś o tej kasie 🙂 U nas też się zdarzają różne rzeczy, których nota bene można by uniknąć, ale czasem w trakcie dobrej zabawy gdzieś ta lampka z czerwonym światełkiem nam znika… Moje dzieci bawiły się niewinne piłką plażową i córka wybiła synowi zęba (na szczęście to ruszający się wcześniej mleczak). Czy przewidziałam taki finał tej zabawy? W życiu by mi taki scenariusz do głowy nie przyszedł… Była krew, był płacz (nie z bólu, a z faktu zagubienia zęba w długowłosym dywanie), ale co zrobić, co się stało to się nie odstanie…

  • Facebook