Ojciec nie musi być biologiczny…

26 listopada 2015

 

 

Dzisiejszy świat.

Zmieniły się wartości, zasady, priorytety.

To co kiedyś było ważne, dziś często popada w mroki zapomnienia.

Kiedyś był honor, rodzina, przysięgi składane, że ,,aż po grób”.

Dziś ludzie są jakby to powiedzieć, bardziej kochliwi? Czy jakoś tak? Może mają jakieś wady serca? A może tylko bawili się w miłość?

Los potrafi płatać figle jednym, a dla innych być łaskawy.

Daje drugą szansę. I my z wiarą, że ,,każda miłość jest pierwsza, najgorętsza, najszczersza”, budujemy  nowe życie. My – dorośli.

Ale często wchodzimy w te nowe związki, nie tylko z bagażem doświadczeń, ale i z dziećmi.

Nas dosięga strzała amora, a nasze dzieci? Bywa ciężko. Przynajmniej na początku. No bo jak to? Byłam ja i moja mama. Była mama i ja, jej córeczka. Było nam dobrze. Spokojnie, beztrosko, przewidywalnie. A tu nagle pojawia się jakiś pan, który w czasie spaceru chce trzymać moją mamę za rękę. A fu – niech on idzie trochę dalej.

Mama jest moja. To ja trzymam ją za rękę – nie on. Dlaczego ten pan daje buziaki mojej mamie? Nie lubię go. I choć ten pan próbuje wziąć mnie na barana i pohuśtać mnie na huśtawce i wziąć na ręce gdy jestem zmęczona, to – niech on sobie pójdzie!

Nie jest nam do niczego potrzebny.

Owszem pograliśmy w piłkę i poszliśmy na lody, ale to wystarczy.

Jak wiele czasu potrzeba małemu dziecku, by zrozumiało, że mama ma prawo do miłości, do nowego życia?

Wiele potrzeba cierpliwości, rozmów. potrzeba czasu.

Malutkie dzieci nie mają z tym problemu. One pamiętają twarze pochylone nad łóżeczkiem. Dłonie, które przytulają i głaszczą po główce.

Jest mama, jest tata.

Ze starszymi dziećmi, które zmuszone są niejako przez nas, dorosłych, do wejścia w nową rolę, często są problemy.

I my – dorośli często jesteśmy jak głupcy.

Nie dajemy dzieciom wyboru. Coś każemy, nakazujemy, czegoś oczekujemy i wymagamy. A przecież może być i tak, że dziecko wcale nie musi kochać wybranka naszego serca. To my się zakochujemy, nie dziecko. To my narzucamy nową sytuację i nie wymagajmy od naszych małych dzieci empatii w tym względzie.

Obiekt naszych porywów serca jest dla naszych dzieci często wrogiem. Osobą, która chce zabrać jakąś cząstkę nas, cząstkę czasu i uwagi.

Potrzeba wiele starań. Nieśpiesznych, mądrych decyzji, aby takie dziecko przekonać do siebie i dać mu szansę na to, by i w nim obudziło się uczucie i więź rodzinna. By zrozumiało i przekonało się, że nowy mąż mamy – to fajny facet, na którym można polegać.

Nie wymagajmy by dziecko mówiło ,,tatusiu” czy ,,wujku”. Dajmy mu wybór. Mówienie po imieniu wcale nie jest złe. Daje dziecku możliwości wyrażania stopnia zaangażowania. I jest prawdziwe. Nie jest wymuszone i fałszywe.

To ważne by w tych relacjach nie było fałszu. Bo nawet jeśli dziecko poczuje się mało komfortowo to ma prawo wyrazić swoje uczucie. Ma prawo – bo ktoś za nie dokonał wyboru.

Wspólne życie, wspólne przeżycia często rodzą nowe więzi. Codzienność, zwykła szara na pozór codzienność, jest najlepszym sprawdzianem tych więzi. Czasem potrzeba mało czasu. Czasem ten proces trwa wiele lat.

Cierpliwość i ogromna miłość – to klucz do sukcesu. A pokochać ,,obcego” – wcale nie jest łatwo. Ale kto powiedział, że łatwo ma być?

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

You Might Also Like

  • To musi być długa droga, ale z pewnością warto. Ściskam!

  • Zwykła Matka

    Masz rację, nie wymagajmy od dziecka za duzo, ono ma swoje uczucia. Nie możemy go zmusić do pokochania, jakby nie było, obcego faceta! Cześto jednak jest tak, że ten facet staje się cudownym ojcem, takim jakiego potrzeba dziecku i ono to dostrzeże czasem szybciej niż dorośli 🙂

    • mam nadzieję, że kiedyś usłyszę to od mojej córki 🙂

      • Zwykła Matka

        Rozumiem, że cała sytuacja dotyczy cię osobiście? Wiesz, jestem córką rozwiedzionego małżeństwa. Drugi „ojciec” pojawił się jak byłam prawie dorosła….cięzko mi więc mówić jak to wygląda z perspektywy dziecka, ale…..ja wiedziałam, że moja mama będzie szczęśliwsza 🙂 Były ciężkie momenty między nimi, ale wynikało to z jego nierozwiązanej sytuacji rodzinnej! Teraz są razem, mieszkają razem, jakoś sobie układają życie „na starość” a ja się cieszę, że mama nie jest sama, że ma kogoś bo zasługuje na szczęście 🙂

        • poznałam męża gdy Julia miała 3 latka, teraz ma 11. Są chwile kiedy mąż usłyszy od córki ,,nie jesteś moim ojcem, nie wtrącaj się” wiem, że tu potrzeba dużo czasu i cierpliwości.

          • Zwykła Matka

            Takie pyskówki to też „zasługa” wieku :)))) Będzie dobrze!

          • musi być 🙂 dziękuję :*

          • Monika Sekuła-Dębowska

            Ja tez jestem po rozwodzie i msm córkę gdy miala 5 lat(teraz ma 11) poznalam mojego obecnego meza
            bardzo sie polubili zuza mówiła do niego wujek teraz mamy msłą córeczkę 9 miesięcy ma, starsza corka jest zakochana w siostrze ale miala ptonlem bo siostra bedzie mówić do wujka tato a ja wujek bedzie dziwnie wiec sama doszła do wniosku że bedzie mówić tato mimo ze ma tate biologicznego , no a ja boje się wieku dorastanis i tego dtrasznego ,,nie jesteś moim tatą, , ehhh

  • Jak zwykle na wszystko trzeba czasu. A może to dobrze, że dzieci nie są aż tak ufne i ostrożne. Nam dorosłym czasami tego brakuje. Trudne sprawy, ale trzeba czasami zaryzykować i starać się być szczęśliwym. Pozdrawiam 🙂

  • potrzeba czasu i cierpliwości. Pamiętam dużo rozmów, pytań i płacz. Tak płacz też się pojawiał.

  • Moja mama była panną z dzieckiem, ale nie ze swoim dzieckiem. Wychowywała syna swojej siotry, która zmarła tragicznie, a ojciec małego uciekł do Niemiec. W tej sytuacji mama nie chciała oddać siostrzeńca do domu dziecka, tylko wzięła go na wychowanie (zaadoptować go nie mogła, ponieważ biologiczny ojciec się na to nie zgodził). Kiedy mama poznała mojego ojca i zaczęli się spotykać, mój kuzyn był do niego bardzo wrogo nastawiony. Co więcej, nienawidził go, bo był przekonany, że moja mama już go nie będzie chciała. Potrzeba było dużo czasu i cierpliwości, zanim sytuacja się zmieniła. Mój tata zaakceptował wychowanka mamy bez dwóch zdań, traktował go jak syna i nigdy nawet na niego nie krzyknął. Darek nie mówił do niego „tato”, tylko po imieniu, co nie zmienia faktu, że właśnie go traktował jak ojca. Prawdziwy tatuś co prawda raz na ruski rok przysyłał pieniądze i nawet go do Niemiec zaprosił, ale syn i tak był rozczarowany, że nie wziął go ze sobą. To działo się ponad 30 lat temu, wtedy były inne czasy i nieślubne dzieci uważało się niestety za gorsze. W każdym razie w takich wypadkach nie należy dzieci zmuszać do niczego- jeśli partner matki stanie na wysokości zadania, to dziecko na pewno się do niego przyzwyczai i pokocha. Sorry, że się rozpisałam, ale Twój wpis obudził moje wspomnienia :).

    • Cudowną masz mamę. Z jednej strony uśmiechałam się dzięki Twojej mamie i robiło się ciepło na serduchu, a za chwilę była ściekła na ojca biologicznego :/ Wszystko zależy od partnera, jeśli on pokaże miłość, dziecko w końcu się otworzy 🙂
      ps. moja córa też mówi po imieniu 🙂

  • Piękny i mądry tekst, a ty masz mądrego i dojrzałego męża bo tak jak dziecko nie jest w stanie zaakceptować nowego dorosłego w swoim życiu tak i wielu dorosłych nie jest w stanie zaakceptować dziecka, a twój mąz stanął na wysokości zadania.

  • Grażyna Szubert

    Mój tato zmarł, gdy miałam 5 lat. I pojawił się on, pokochałam go tak jak on mnie i moją siostrę. My jesteśmy jego córkami, a on naszym tatą. Wychował nas najlepiej jak potrafił.
    Kasiu poruszyłaś bardzo ważny temat. Pięknie napisane!

  • najważniejsze aby dziecko czuło się bezpiecznie, miało oparcie i dużo dużo miłości

  • Mama Calineczki

    Cieszę się, że Calineczka ma kochającego tatę, biologicznego 🙂

    Ale zgadzam się z cytatem na zdjęciu.

  • Maluch w domu

    Najważniejsze to znaleźć złoty środek. Czasami jest tak, że nowy partner chce zagrabic sobie jak najwięcej z mamy (tudzież taty w przeciwnych okolicznościach) i sam wcale nie pała sympatią do dzieci. Ale fakt, uczucia dziecka są szalenie ważne, trzeba z nim rozmawiać i dać mu czas. W końcu zrozumie jednak to nie jest takie łatwe jak dorosłym się wydaje: „Przywyknie bo musi, bo nie ma wyboru”. Najważniejsze to okazywać dziecku wiele uwagi mimo nowej miłości, która sprawia, że dostajemy niesamowitego kopa energii, przecież kochamy te motyle w brzuchu. Dobrze, że poruszylas taki temat bo wielu ludzi o tym zapomina.

  • Najważniejsze, żeby kochał. Ważne to, kto wychowuje. Dziecko musi czuć się bezpieczne i kochane. Partner, który mimo że ojcem nie jest, a jak ojciec stara się, żeby dziecku to dać – to jest prawdziwy tata 😉

  • Ciężki to temat jest. Nie mam takich doświadczeń więc nie bardzo się wypowiem, ale Twój tekst jest bardzo ciekawie napisany 🙂

  • Nie tylko małemu dziecku jest ciężko. Dorosłemu dziecku też jest bardzo trudno zaakceptować nowy związek rodzica. I choć rozum mówi jedno (że to dobra, droga, że nie chcemy żeby mama była sama) to gula w gardle rośnie.

  • Nie jest to łatwe ale możliwe, wiem coś o tym 🙂
    Sama mogę się przyznać że mam dwóch ojców i zawsze bliższy memu sercu był ten niebiologiczny.
    buziaczki :*

  • Bardzo wartościowy wpis. Często wymagamy od dzieci, by akceptowały nasze wybory, a przecież sami nie akceptujemy wszystkich wyborów innych. Każdy „Pan”, angażując się w związek z kobietą z dziećmi, powinien zdawać sobie sprawę, że nie wchodzi w relacje tylko z kobietą, ale i matką. Jeśli bardzo ją kocha, to powinien dać z siebie wszystko, żeby dziecko czuło się przy nim bezpiecznie. Nie zmuszać, nie pospieszać i najważniejsze nie stawać pomiędzy matką i jej dziećmi. To samo tyczy się kobiet. Pozdrawiam

  • ON ONA I DZIECIAKI

    Nie wiem jaki Julka ma kontakt z biologicznym ojcem, ale dla mnie facet, który znika zaraz po narodzinach dziecka (albo jeszcze przed) to nie ojciec tylko po prostu dawca nasienia.

  • Od 12 roku życia wychowywał nas ojczym. Na początku były spięcia ale teraz wiem że jest najlepszym co mogło nas spotkać. Dzięki niemu mama jest silna i nie załamała się po śmierci ojca. Pomimo że nie mówię do niego tato to od dawna go tak traktuję. I jest najlepszym dziadkiem dla moich dzieci.

    • Moja najstarsza córa, mówi do mojego męża po imieniu. Bywa równie, ale jak coś się dzieje każde z nich wskoczy za sobą w ogień.

      • Teraz mówię do ojczyma dziadek. Ale jak dorosłam często mówiłam do niego tato.

  • Z doświadczenie ci powiem, że czasem łatwiej pokochac obcego niż tkwić ze swoim biologicznym ojcem 🙁

  • Facebook