Okruchy wspomnień

14 sierpnia 2017

 

Piękny, letni wieczór. Spokojny, leniwy, nieśpieszny.

Uwielbiam takie. Siedzę na huśtawce, sączę chłodny napoik i jakoś tak zebrało mi się na wspomnienia.

Pod przymkniętymi powiekami pojawiają się obrazy. Dawno nie widziane. Piękne, beztroskie dzieciństwo.

Fajne to były czasy, choć z dzisiejszego punktu widzenia strasznie nieodpowiedzialne.

,,Nieodpowiedzialni” byli nasi rodzice, którzy pozwalali dzieciakom ganiać do późnej nocy. Wyobrażacie to sobie? Całe,,stada” dzieciaków? Graliśmy w podchody z mozołem rysując strzałki patykami. Strzałki prowadzące do celu i takie dla zmyłki.

Zjadaliśmy pajdy chleba z masłem i cukrem, gumę do żucia Turbo i oranżadę w proszku.

Ale to wszystko żyło pełnią życia. Życie tętniło na ulicach i uliczkach a nie w centrach handlowych i na wypasionych placach zabaw. Było tak mocno, tak prawdziwie bez zadęcia i napinki.

Moja mama ma sześcioro rodzeństwa. Gdy jej mama musiała iść do pracy, starsze dzieci opiekowały się młodszymi. W dzisiejszych czasach od razu MOPS dorwałby się do tyłka takiej rodziny. Strach pomyśleć co by się stało! Nie chcę nawet o tym myśleć. Babcia jakoś tak to wszystko zagarniała i organizowała, że jakoś dawali radę. Jak? W głowę zachodzę. Ale dawała i każde z jej dzieci wyrosło na fajnych , wartościowych ludzi.

Czy dzieci były wtedy inne? Nie wiem. Pewnie tak jak dzisiaj były różne. Rodzice też bywali różni.

A dzisiaj? Obserwuję co się dzieje wokół. A może to, że jestem mamą przewartościowało mój sposób myślenia? Jako nastolatka wkurzałam się, gdy rodzice nie chcięli mnie puścić na jakąś dyskotekę, albo spotkanie z koleżankami. Dzisiaj wiem, że oni po prostu bali się o mnie. Ja też tak mam.

Zmiana pokoleń? Poczucie bezpieczeństwa i zaufanie zostało wyparte przez przewrażliwienie, nadopiekuńczość i podejrzliwość. Bolesna świadomość czegoś złego, co może się wydarzyć wyparła poczucie beztroski.

Może to właśnie z tego powodu nie widać dziś dzieci bez opiekunów?

Bo dziś nie wyobrażam sobie żebym puściła moje dzieci bez opieki.

W parku patrzę jak moje dzieci bawią się beztrosko, ale dyskretnie rozglądam się, czy nikt podejrzany nie kręci się za blisko. Syndrom matki kwoki? Może.

Wiem, że muszę trzymać na wodzy moją wyobraźnię. Wiem, że muszę dać im przestrzeń by wyrosły na odważnych ludzi, umiejących stawiać czoło problemom.

Tylko tak bardzo bym chciała, żeby kiedyś, po latach z taką samą nostalgią jak ja dzisiaj, mogły wspominać fajnie dzieciństwo.

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

You Might Also Like

  • Facebook