Pewna ulica

7 czerwca 2015

Nasze życie to ciągły pośpiech.

To milion spraw do załatwienia na wczoraj. Narasta w nas gniew, niepokój, frustracja. Gonitwa myśli przyprawia o ból głowy. Wszystko zaczyna nas po prostu wkurzać.

Potrzeba nam oddechu, wytchnienia, odskoczni. Mam dość mojego miasta. Jest brzydkie, zaniedbane, jakby Ci z ratusza zapomnieli, że poza ich biurkami i makietami pięknych obiektów jest rzeczywistość. Porozwalane chodniki, dziurawe ulice.

Jedną z takich jest ulica Narutowicza. O, tu jeździ się na pełnym wypasie, po ,,amerykańsku”. Jak? Lewą stroną, bo prawa jest tak dziurawa, że człowiek się boi o swoje cztery kółka. Jazda tędy po deszczu to rosyjska ruletka. Jeśli człowiek jeździ tędy często pamięta każdą dziurę. Wie, w którym momencie zwolnić do 10 km/godz. a w którym zjechać na przeciwny pas ruchu (bo inaczej się nie da). Po prostu wie i w nosie ma te ich znaki nakazu i ograniczeń. A oni co? Postawili znaki ograniczenia prędkości do 30 km/godz. i z rubasznym zadowoleniem na swoich urzędniczych obliczach rozwodzą się nad zasługami, jakie oddali miastu i jego mieszkańcom. O obłuda ludzka.

Ale wiecie co? W sumie dobrze, że Prezydent mojego miasta nie mieszka przy tej ulicy Narutowicza. Dlaczego? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Otóż, gdy jest tak cudnie ciepły dzień jak wczorajszy i dzisiejszy to jedziemy tą paskudną ulicą w miejsce, gdzie możemy odreagować i zapomnieć o całym świecie. Nie jest daleko. Jakieś 10 km od naszego domu. Tu nie ma banków ani bankomatów. Sklepiki dwa na krzyż. Żadnej apteki, żadnych ciuchlandów. Zero pośpiechu. Tu wszystko toczy się innym rytmem. My tak to czujemy (Może tylko my?).

Można siedzieć przy ognisku do późnej nocy. Śpiewać piosenki, tańczyć. Dzieciaki biegają jak oszalałe po trawie tak zielonej, że tylko ją nagrać i wstawić do reklamy. Żaby rechoczą tak, jakby chciały popisać się swoją żabią fantazją. Ważki prowadzą ożywione dyskusje i niechcący pozują do zdjęć. Gdy rankiem siadam z kawą na huśtawce ptaki urządzają taki koncert, że serce rośnie z radości. Drogą przebiega płocha sarenka. Można pomoczyć nogi w stawie, połowić ryby. Azyl spokoju i wytchnienia.

Dobrze, że ulica Narutowicza w moim mieście jak taka dziurawa, bo gdyby była ładniutka i na poziomie, to może Prezydent mojego miasta chciałby nabyć drogą kupna jakąś działeczkę i urządzić tu sobie letni domeczek? I cały spokój szlag by trafił? A tak? Musi za takie luksusy płacić. A my nie. Ha ha 😀 😀 😀

Opaleni, wypoczęci, zresetowani wracamy do domu. Nie jest daleko – 10 km. Ale nie martwimy się. Lato dopiero się zaczyna. Jeszcze nie raz tu wrócimy.

 

aaaa12

 

aaaa9

 

aaaa8

 

aaaa13

 

aaaa11

 

aaaa1

 

aaaa2

 

aaaa3

 

aaaa5

 

aaaa6

 

aaaa7

 

aaaa10

 

 

 

 

You Might Also Like

  • Facebook