Piękny Kraków

9 października 2017

 

Są takie miejsca, do których chętnie wracamy. Są też i takie, które omijamy szerokim łukiem.

W ubiegłym tygodniu byliśmy w Krakowie. Całą naszą wesołą gromadką. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy jeszcze stoi – więc nie było tak źle.

 

Droga z naszego Otwocka do Krakowa to około 300 km. Bałam się trochę tej podróży. Tego ciągłego ,,daleko jeszcze”? Ile można kłamać, że to już za tym zakrętem, że już niedaleko.

 

Wyruszyliśmy bardzo wcześnie. Bardzo. Z uwagi na to, że Lenka potrafi spać do południa, pobudka o czwartej rano wydawała się cudem. A tu zdziwienie. Moje dzieci ledwo trącone w ramię już zrywały się z łóżek. Twarzyczki jeszcze pobladłe, mało przytomne oczka, ale umysł na pełnych obrotach. Zdziwienie na całej linii.

 

Na miejsce dotarliśmy około dziesiątej. Nasz hotel mieścił się przy rynku, więc do samego serca Krakowa mieliśmy tuż, tuż. A może dla kogoś sercem Krakowa jest Wawel, kościół Mariacki czy Kleparz? Każdy ma swoje ulubione miejsca.

 

My chłonęliśmy to miasto z marszu, z biegu. Świadomi, że mamy mało czasu chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej.

 

Okazję do pobytu w tym miejscu dała nam wystawa HistoryLand. Fotorelacja [TU]

 

I wiecie co? Zakochaliśmy się w tym mieście. W jego atmosferze starego i nowego. W ciągłym ruchu i zgiełku. W mieszaninie języków. Może to odbiór mało obiektywny? Nie wiem. Może to tylko my – turyści, goście, jesteśmy tak zachwyceni? W tamtej chwili byliśmy tak zauroczeni, że nawet moglibyśmy zmienić adres zamieszkania.

 

Gdy zabrzmiał hejnał z Wieży Mariackiej, to aż serca rosły. A później pomachał do nas hejnalista. I nie było ważne, że wkoło było pełno ludzi. Nam wydawało się że on macha tylko do nas. I tego się trzymajmy, przyjmując to jako dobrą wróżbę.

 

Dzieci dzielnie dotrzymywały nam kroku. Nawet najmłodsza nasza ani razu nie chciała ,,na barana”. Nóżki niosły ją od jednego miejsca do drugiego. Atrakcji i ciekawostek było dla nich wiele, że ani razu nie zadały pytania ,,kupisz mi”. Zupełnie tak jakby przyjęły, że to wszystko jest tylko do oglądania i podziwiania. Podziwiać nie dało się waty cukrowej, więc szybko znikała w gębusi naszych dzieci.

 

Do domu wróciliśmy już późną niedzielną nocą. Trochę zmęczeni, ale tak zadowoleni jak nie wiem co. Do tej pory wspominamy i przypominamy sobie naszą wspólną wycieczkę. I wspominać będziemy jeszcze nie raz.

Chętne kiedyś tam wrócimy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

You Might Also Like

  • Piękne miasto ale wiesz, Warszawa jest…
    piękniejsza 😀

  • Piekne miasto, piękna rodzinka, piękne zdjęcia 🙂 My jedziemy za trzy tygodnie i mam nadzieję, że córce spodoba się Kraków 🙂

  • W Krakowie mieszkałam 7 lat i przeżyłam w nim niesamowicie wiele. To tam poznałam mojego męża, tam zmieniłam całe swoje życie i kocham to miasto… Zresztą, o tym jest „Jesień w Brukseli” 🙂

  • Facebook