Szkoła

17 października 2017

 

Szkoła. Z czym kojarzy Ci się to słowo?

Szybkie odpowiedzi. Budynek. Nasza klasa. Koleżanki i koledzy. Nauczyciel. Nauka. Wkuwanie. Stres. Oceny. Ciągłe oceny i ciągłe ocenianie.

 

Tak wygląda obecna szkoła.

 

Nie mówię o młodszych klasach. Tu jeszcze luzik i fajnie jest. Pani, która wytrze nosek, zaprowadzi za rączkę do łazienki. Pomoże skleić wymyślną wycinankę.

 

W starszych klasach – IV – VI też było nam dobrze. Był czas na naukę, na relaks, na spotkanie z koleżankami. Na udział w zawodach. Mogliśmy spokojnie wyjechać na weekend bez stresu, że za dwa dni poniedziałek.

 

Tak było do czasu, aż moja najstarsza córka, dzięki reformie szkolnictwa stała się uczennicą klasy siódmej. W najczarniejszych snach nie myślałam, że tak bardzo zmieni się nasze życie. Jej życie.

 

 

Nagle stanęła przed trudnym wyborem – albo udział w zawodach – albo dobre oceny w szkole. Dwóch tych rzeczy w żaden sposób połączyć się nie da. Jak pójdzie na zawody, nie będzie jej w szkole cały dzień. Będzie musiała nadrobić zaległości, w innym terminie niż cała klasa zaliczyć klasówki lub kartkówki, no i odrobić bieżące lekcje.

 

A kartkówki i klasówki mnożą się niczym grzyby po deszczu. Każdego tygodnia są na przykład trzy klasówki i pięć  kartkówek. Albo na odwrót, 6 kartkówek i jedna klasówka. Masakra. Nie wiem jak to się ma do kodeksu ucznia. Nie wiem nawet czy taki kodeks jeszcze istnieje. A jeśli tak, to oznacza, że uczeń ma same obowiązki i żadnych praw.

 

Człowiek dorosły odpracuje swoje osiem godzin dziennie, czyli czterdzieści godzin tygodniowo. Gdy jest zmęczony, wraca do domu i nie musi nic robić – bo jest zmęczony! Może sobie odpuścić mycie podłóg i pranie, prasowanie. Nawet obiad własnoręcznie zrobiony może zastąpić gotowcem.

 

A uczeń klasy siódmej? Spędza w szkole 35 godzin tygodniowo (niewiele mniej niż etatowy pracownik). Wraca do domu i nie może paść na kanapę i zniknąć pod kocykiem. Uczeń odwala drugi etat! Uczy się do tych niebotycznych ilości kartkówek i klasówek. Odrabia całą masę zadań pisemnych. Robi prace dodatkowe na plastykę. Wykonuje skomplikowane urządzenia pomiarowe na fizykę. Pada wreszcie ze zmęczenia około 23-ciej albo później. A przed zaśnięciem czuje, że czaszka mu eksploduje. Sny miewa niespokojne i pełne stresu. Śni, że na fizyce opowiadał o ukształtowaniu terenu Polski. Że na niemieckim mówił po angielsku, a na lekcji języka polskiego recytował tablicę Mendelejewa.

 

 

Byle do piątku – mówimy my, dorośli. A w sobotę?

W sobotę idziemy na całość. Marzy nam się wyjazd za miasto (no to zabieramy cały plecak szkolny ze sobą). Myślimy o niedzielnym wypadnie do kina? Szkoda czasu, bo znów trzeba będzie zarwać wieczór. Bo uczeń klasy siódmej nie ma wolnego weekendu. Bo oprócz tego, że ma zadaną prace domową, to jeszcze zapowiedzianą klasówkę na poniedziałek, no i ze dwie kartkówki dla urozmaicenia.

 

Myślę sobie, że Ci którzy układali program obecnej siódmej klasy, nigdy nie byli nastolatkami. Szkoda. Może wtedy zrozumieliby, że szkoła, to nie ciągły stres i nauka, ale też fajny czas, który wspomina się po latach.

To co? Oby do wakacji.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło jeśli:

👉 polubisz wpis  👍 lub udostępnisz go 😍

 👉 pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza

 

 

 

You Might Also Like

  • Facebook