Wszyscy jesteśmy dziećmi

2 listopada 2015

 

,,Podczas gdy w dzieciach nie znajdziemy zbyt wiele dorosłości,

w każdym dorosłym znajdziemy mnóstwo z dziecka”

– Walt Disney

Walt Disney i miał rację, i jej nie miał.

Czasy mamy takie, jakie mamy i  w tych czasach – pełnych złości, agresji, zagrożeń – wiele dzieci musi zbyt szybko dorosnąć, a dorośli gubią gdzieś w wirze codzienności dziecięcą radość, którą nosili w sercu.

Czas to zmienić! Dość obłudy, złości, nienawiści. Wina leży po naszej, dorosłej stronie. Bo to my kreujemy rzeczywistość, od nas zależy jak bardzo szczęśliwe, lub jak bardzo nieszczęśliwe będą nasze dzieci.

Warto czasem wrócić we wspomnieniach do dziecięcych lat. Jacy wtedy byliśmy?

Szczęśliwi, bezpieczni, bez trosk. No, chociaż troski to i dziecko ma.

Jak wykręcić się od zjedzenia zupy mlecznej, której się nienawidzi? Jak ukryć plamę po truskawkach na bluzce? Jak odnaleźć samochodzik, który bez naszej zgody wjechał gdzieś i ani śladu po nim? Jak przekonać mamę, że laleczka widziana w sklepie jest tą wyśnioną, wymarzoną i jedyną na świecie?

Pokłopocze się takie dziecko, a później zasypia kołysane cichutkim głosem mamy czytającej do snu ulubioną bajeczkę. Głaskane po główce, otulone kołderką.

A kto Ciebie do snu ukołysze, gdy już dorosłaś?

Kto wyszepcze Ci do ucha zapewnienia o spokoju, bezpieczeństwie, o tym, że na zawsze i do końca świata? Czasem, choć bardzo się staramy, to dziecko drzemiące gdzieś tam, głęboko w nas, znika. W ferworze walki o przetrwanie zapominamy o nim i stajemy się twardzi jak głaz. Zamykamy się w sobie i nim słowo powiemy dwa razy zastanowimy się czy warto.

A dziecko? Prosto z mostu mówi to, co myśli. Jest szczere do bólu. Ale szczere. Jeszcze nie zmanierowane, jeszcze nie wie co to kłamstwo.

Gdy wchodzi do sklepu pyta głośno – ,,mamo co tu tak śmierdzi?” I choć mama czuje to samo i też ma ochotę o to zapytać, czerwieni się jak burak i wymyśla jakieś idiotyczne wyjaśnienie zamiast odpowiedzieć głosem dziecka, które gdzieś tam w niej jest. Miga się zamiast powiedzieć – ,,bo pewnie coś się zepsuło”.

Puszczasz oczko do synka, uśmiechasz się i… no dobra zmieniasz sklep. Po co się męczyć niechcianą sytuacją? Bądźmy czasem jak dzieci. Szczerze i otwarcie mówmy co nas cieszy i śmieszy, a co smuci i wkurza. Nie bójmy się. Może ktoś wreszcie nas wysłucha. I choć w dorosłym slangu nazywamy to asertywnością to tak naprawdę odzywa się w nas to zapomniane, zagubione dziecko.

Myślę, czuję, mówię. Proste.

Dziecko, gdy ma ochotę na zabawę mówi prosto z mostu – ,,pobaw się ze mną w chowanego”, ,,pograj ze mną w piłkę” itd.

A dorosły? On musi wszystko zagmatwać.

Kobieta mówi – ,,jaki piękny, ciepły wieczór. Pachną kwiaty, cykają świerszcze”.

Zamiast powiedzieć – ,,chodźmy na spacer”.

Bo mimo całego misternego planu on i tak go nie pojmie. Siedzi na kanapie lub w fotelu uzbrojony w pilota. Skacze po kanałach i zamiast ruszyć się, coś zrobić mówi zniechęcony – ,,za co ja płacę abonament jak nie dają nic ciekawego!”

,,Piękny wieczór?” ,,Daj spokój, gorąco, że wściec się można, cały jestem mokry tak tu duszno”. I choć masz ochotę powiedzieć – to rusz du… i wyjdź na powietrze, mówisz od niechcenia – ,,to może założymy klimatyzację?”

,,Coś Ty, oszalałaś? Chcesz żebym chodził cały czas zaziębiony? To przecież szkodliwe, nie słyszałaś?”

Masz ochotę popełnić zbrodnię (i wcale nie w afekcie) ale w efekcie wycofujesz się do kuchni. Już masz zabrać się za szykowanie kolacji, gdy budzi się w Tobie dziecko. Szczere, prawdziwe. Kończysz z garnkami, wchodzisz do pokoju i mówisz stanowczo – ,,chcę pójść na spacer. Chcę pójść na spacer z Tobą!”

I patrzcie – zrozumiał!

Kolację jecie w małej knajpie. Maleńkie stoliczki z parasolkami, a przy każdym stoliczku para. Jest nas więcej!

Gdy wracasz kropi letni deszcz. Księżyc przegląda się w kałużach i napada Cię ogromna, nieodparta ochota na… Zdejmujesz buty i czujesz jak fajnie pochodzić boso po kałużach, po mokrym od deszczu trawniku.

Zmęczeni, radośni, uśmiechnięci i mokszy od stóp do głów wpadacie do domu. Kropelki wody kapią na podłogę. Śmiejecie się tak radośnie. Jak dzieci. Jak dzieci.

No bo mimo, że rysy twarzy trochę się zmieniły – to ta dziewczynka w kucyku- to ciągle Ty.

Mimo, że trochę włosów Ci ubyło i brzuszek jakoś tak się powiększył – to ciągle Ty.

Ta dziewczynka, ten chłopiec, to dziecko, które gdzieś tam w Tobie jest, tylko ubrało się w takie dorosłe ramki.

Nigdy nie pozwólmy mu odejść, a świat wokół będzie mniej bolał.

a

a1

a2

a4

a5

a6

a7

a8

a10

a11

a13

a15

a16

a18

a20

a21

a22

a24

a25

a26

a27

a28

a32

Miło mi, że mnie odwiedziłaś/eś 🙂 będzie mi jeszcze milej jeśli pozostawisz po sobie ślad (w postaci komentarza).

You Might Also Like

  • Facebook