Zatrzymać czas

7 kwietnia 2015

Tak bardzo bym chciała umieć zatrzymać czas. Albo tylko niektóre chwile.

Albo niektóre chwile z czasu przeszłego przenieść w teraźniejszość.

Minęła Wielkanoc. Jaka była? Wszyscy wiemy. Za oknem zimno, deszcz, słońce, grad, śnieg. Galimatias. Kwiecień plecień bo przeplata… Nawet nie ma co kończyć. Lata to nie było w te świąteczne dni ani ociupinki.

Co nam pozostało? No co robi się z nudów? No po prostu je się 🙂 Mnie parę kilogramów by się przydało, więc bez wyrzutów sumienia delektowałam się wszystkimi pysznościami, które wylądowały na naszym świątecznym stole.

Czas płynął leniwie, spokojnie błogo i beztrosko.

Każde święta – chyba z racji nazwy – mają dziwnie podniosły nastój. Jesteśmy tacy piękni, wyciszeni, spokojniejsi. Nawet dzieciaki starają się jak mogą nie poplamić obrusa, nie poprzestawiać zastawy i zostawić w spokoju cukrowego baranka.

W lany poniedziałek korciło mnie jak nie wiem co żeby wszystkich pooblewać. Ale jak tu lać, skoro zimno i każdy jakiś taki skurczony i otulony w szlafroczek?

Spoglądam na moją gromadkę i przypominam sobie Wielkanoc sprzed kilkunastu lat (jak ten czas szybko mija)

A było wtedy nadzwyczajnie ciepło. Ba, upalnie wręcz. Wyobrażacie sobie Wielkanocny poniedziałek na tarasie? Taki był! W krótkich spodenkach, cienkich bluzeczkach. Szaleństwo polewania się. Radosny śmiech, radosne piski, radość z oblania, radość z uciekania. Dawne czasy… Łezka kręci się w oku.

 

Ale co tam. Każdy dzień przybliża nas do lata, do słońca, do ciepła. A wtedy rozwinę ogrodowego węża, rozkręcę wodę i krzyknę-

 

Zaległy Śmigus dyngus!!!!

 

a5

 

a4

 

a6

 

a7

 

a3

 

1a

 

a8

You Might Also Like

  • Facebook